To straszne wydarzenie dotknęło rodzinę Jennifer Bell († 29) ze szkockiego miasta Milngavie. Młoda matka dwóch dziewczynek zmarła dokładnie w Boże Narodzenie. W marcu ubiegłego roku u Jennifer zdiagnozowano ciężką chorobę neuronu ruchowego.
Choroba neuronu ruchowego występuje najczęściej u osób w wieku około 60-70 lat, ale jest również dziedziczna i może dotknąć znacznie młodszych ludzi. Właśnie tak było z Jennifer, u której zdiagnozowano chorobę przed trzydziestym rokiem życia. Choroba neuronu ruchowego często atakuje mięśnie kończyn, mięśnie oddechowe lub mięśnie języka. Objawy Jennifer sprawiły, że nie mogła mówić, połykać wody ani jeść bez zadławienia się.
Jennifer zaczęła zauważać, że ma problemy z mową jeszcze w 2018 roku. Lekarze początkowo myśleli jednak, że przyczyną problemu są hormony ciążowe, ponieważ w tym czasie spodziewała się swojej drugiej córki, Kacey (która obecnie ma 1 roczek).

Jennifer nie miała łatwego życia, w wieku dwudziestu lat urodziła córkę Georgię (obecnie 9 lat) i próbowała pogodzić opiekę nad dziećmi, pracę i studia. Kiedy urodziła się jej druga córka, nie czekała z powrotem na studia – wróciła dwa tygodnie po porodzie. Ukończyła studia i myślała, że od tego momentu jej życie stanie się o wiele prostsze…

Niestety los zadał jej straszny cios. Zdiagnozowano u niej chorobę neuronu ruchowego, a lekarze dali jej zaledwie kilka miesięcy życia.

Zależało mi na tym, żeby zobaczyć pierwsze urodziny mojej córki, jak stawia pierwsze kroczki i uczestniczyć podczas konkursu tanecznego mojej drugiej córki. To sprawiło, że po prostu nie biorę życia za coś oczywistego i cieszę się każdym jego dniem. Nauczyłam się, że nie ma gwarancji, że jutro nadejdzie.
– mówiła Jennifer po diagnozie.
Dzielnie walczyła ze swoją chorobą. Prowadziła kampanie informacyjne na temat swojego schorzenia aby pomóc jak największej ilości osób przeciwdziałać temu, z czym ona musiała się zmagać. Kiedy pandemia koronawirusa zmusiła ją do zamknięcia w domu, swoje działania przeniosła do sieci.
Niestety gdy było już źle, musiała podjąć bardzo ciężką decyzję o przeprowadzce do Hospicjum Marie Curie w Glasgow. Przegrała swoją walkę dokładnie w Boże Narodzenie. Według jej ojca, Davida Bella, zmarła spokojnie we śnie.
Z ciężkim sercem muszę ogłosić, że moja piękna córka Jennifer odeszła spokojnie we śnie wczesnym rankiem.
– powiedział pan Bell dziennikowi Daily Mirror.