w

Zostawił w nagrzanym aucie 3-letniego synka. Dramatyczna relacja ojca dziecka

Głośno jest ostatnio o wstrząsających historiach rodziców, którzy w upale zostawili przez przypadek lub nie małe dzieci w samochodzie. Niestety, ale te zdarzenia wciąż się powtarzają. Na łamach Wirtualnej Polski ukazał się wstrząsający artykuł. To relacja ojca dziecka, który sam zostawił 3-letniego synka w rozgrzanym pojeździe.

Sponsorowane

Wiem, jak na moje słowa zareagują ludzie, ale to może spotkać każdego — powiedział Eric Stuyvesan.

Historia Amerykanina

Eric Stuyvesant w rozmowie z Wirtualną Polską opowiedział o zdarzeniu z 2015 roku. Wówczas zamknął w samochodzie 3-letniego synka. Przyznał, że po tym wszystkim miał myśli samobójcze. Chciał targnąć się nawet na własne życie, a do dziś dręczą go koszmary.

Zwykle najpierw zawoziłem synka do opiekunki, a potem żonę do pracy na drugą stronę miasta. W poprzednie dni Michelle spóźniała się na swoją zmianę ze względu na roboty drogowe. Gdyby znów nie dotarła na czas, mogłaby mieć kłopoty. Tamtego dnia odwróciliśmy więc kolejność – najpierw praca żony, a potem opiekunka. Wysiadając z naszego vana, Michelle rzuciła jeszcze do syna: “Możesz się teraz przespać, kochanie” i on faktycznie zasnął.

Sponsorowane

Dopadła go tak zwana rutyna. Kolejność czynności została odwrócona. Eric był przekonany, że skoro odwiózł żonę, to pora teraz wracać do domu. Tak też zrobił.

Wykonuję po drodze kilka telefonów związanych z pracą. Około 9:30 wjeżdżam na nasz podjazd. Świeci słońce. Teksański czerwiec jest upalny, ale temperatura dopiero zaczyna rosnąć. Termometr wskazuje dwadzieścia kilka stopni. Autopilot nadal działa: śniadanie, laptop, praca. I nagle do mnie dociera: minąłem zjazd do opiekunki. Na 1,5 godziny zostawiłem własne dziecko w rozgrzanym samochodzie.

Chłopiec spędził w nagrzanym aucie 1,5 godziny

Wtedy wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Eric natychmiast pobiegł do samochodu. Okazało się, że jego synek był na krawędzi życia i śmierci.

Wybiegam z domu, szarpię drzwi vana. W głowie myśl: mój syn nie żyje. Zamknięte oczy, twarz zlana potem. Klatka piersiowa lekko się unosi – oddycha! Ale usta są sine, gałki oczne wywrócone. Zmieszany zapach potu, wymiotów i moczu, którymi ubrudzone są spodenki.

Eric wyciągnął 3-latka z fotelika i wbiegł z nim do domu. Natychmiast umieścił go pod prysznicem i zaczął schładzać jego małe ciałko. Podjął się też próby reanimacji. To wszystko działo się na oczach pozostałych dzieci pary. Kilkanaście minut później przed domem pojawiło się pogotowie. Chłopiec trafił do szpitala. W czasie transportu kilkukrotnie przestał oddychać.

Gdy trafił do szpitala lekarze zadecydowali, o wprowadzeniu go w stan śpiączki farmakologicznej. Chodziło przede wszystkim o zmniejszenie obrzęku mózgu. Lekarze uprzedzili rodziców, aby przygotowali się na najgorsze. jego stan był naprawdę ciężki. Przypuszczali, że nawet jeśli przeżyje, to nie wróci do stanu sprzed tego zdarzenia.

Kiedy mijały mnie dwie pielęgniarki, usłyszałem ich szept: “To ten ojciec, który zostawił dziecko w samochodzie. Nie wierzę, że to był przypadek”. Rozumiałem je. Sam bym tak o sobie pomyślał. Jednocześnie ich słowa bardzo zabolały — relacjonuje ojciec.

Sponsorowane

Osobą, która nie tylko mu wybaczyła, ale także objęła go ogromnym wsparciem była żona.

Wybudził się ze śpiączki

W końcu nastąpił dzień, w którym 3-latek wybudził się ze śpiączki. Niestety, po dawnym radosnym dziecku nie było śladu…

Nie reagował na nasze słowa. Patrzył tępo w ścianę lub okno. Zastanawiałem się, czy mnie rozpoznaje. Bardzo się baliśmy, że do końca życia będzie niepełnosprawny. Nie mogłem sobie z tym poradzić.

Eric przez długi czas nie mógł poradzić sobie z rosnącym poczuciem winy. Wtedy przyszła jeszcze kolej na depresję, pojawiły się też myśli samobójcze.

Moje poczucie własnej wartości spadło do zera. Nie ufałem samemu sobie. Przed narodzinami Michaela opiekowałem się siódemką dzieci i w życiu nie przypuszczałbym, że zapomnę o synu. Nie chciałem żyć, ale nie miałem odwagi, by popełnić samobójstwo.

Jak sam mówi, przetrwał dzięki ogromnemu wsparciu ze strony żony i pracy ze specjalistami. Bowiem zdiagnozowali u niego zespół stresu pourazowego. Walka z depresją zajęła mu prawie 6 lat. Natomiast 3-letni synek pary spędził w szpitalu 1,5 miesiąca. Dzisiaj jest w pełni zdrowym i szczęśliwym 10-latkiem.

Dopiero po ośmiu tygodniach mowa wróciła do normy. W domu uczył się chodzić z pomocą specjalistycznego sprzętu. To był bardzo długi proces. Wiele razy rozmawialiśmy o tym, co się stało. Powiedziałem synowi, że popełniłem wielki błąd.

To, co spotkało tę rodzinę to zarazem ogromna tragedia, jak i wielkie szczęście. Eric postanowił podzielić się ich historią. Chce w ten sposób uświadomić innych, że takie sytuacje się dzieją i mogą tak naprawdę spotkać każdego.

Zdaję sobie sprawę, że wielu czytelników myśli teraz: “Nie, w moim przypadku to niemożliwe”. Rozumiem tę reakcję. Jesteśmy jednak bardzo zabieganym społeczeństwem. Dzisiaj mamy być wielozadaniowi. Próbujemy sprostać każdemu wyzwaniu i w efekcie czasem zapominamy o tym, co najważniejsze.

Google News
Obserwuj citybuzz logo w Google logo News i bądź zawsze na bieżąco!

Napisane przez Darek Kud

Student, pasjonat fotografii i mieszkaniec Rzeszowa od kiedy pamięta ;) Interesuje się życiem miasta a szczególnie jego rozwojem i inwestycjami.

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

      Sponsorowane

      Najechała na studzienkę, a auto wystrzeliło w powietrze! Szokujące nagranie

      Zatrważający widok na ulicy. Na samym środku drogi leżała trumna